e-wyprawy.pl » Galeria » RUMUNIA » Fogaraskie

RUMUNIA - Fogaraskie

            Góry Fogaraskie zwane również Fogaraszami (Fogarasze) to najwyższe i najdłuższe pasmo górskie w Karpatach Południowych. Ciągnie się ono na przestrzeni blisko 80 km od przełęczy Plaiul Foii na wschodzie do przełomu Czerwonej Wieży na zachodzie.  Na całym łańcuchu karpackim między Bramą Morawską na północnym-zachodzie, a Żelazną Bramą na południu tylko Tatry przewyższają je wysokością. Najwyższy szczyt – Moldoveanu osiąga 2544m npm.  Sześć innych szczytów przekracza 2500m npm, a dwadzieścia kolejnych 2400m npm. Góry te mają bardzo ciekawy układ grzbietów. Jest to właściwie jedna długa grań wznosząca się łagodnie od zachodu i równie łagodnie opadająca na wschodnią stronę. W centralnej, najwyższej części, między szczytami Negoiu i Hartopu średnia wysokość pasma utrzymuje się na poziomie 2200-2500m npm. Od głównego grzbietu odchodzą prostopadle boczne ramiona, krótsze na stronę północną i dłuższe na południową. Poprzedzielane są one głębokimi dolinami. W budowie geologicznej przeważają łupki metamorficzne z różnorakimi domieszkami w peryferyjnych częściach pasma. Są one wyraźnie widoczne w miejscach odkrytych przez lodowce i czapy lodowe, na morenach polodowcowych i w korytach potoków. Dla bystrego obserwatora wędrówka dolinami Vistea Mare, Sambata i im podobnymi, może być niezwykle interesująca. Po drodze, oprócz zmieniających się pięter roślinno-klimatycznych  można zaobserwować bardzo ciekawe odkrywki i wychodnie skał. Doskonale widoczne są pozostałości ostatnich zlodowaceń w postaci moren, kotłów, wyżłobień, stożków fluwialnych i fluwioglacjalnych itp. Do niedawna wiele z tych miejsc było ukrytych pod warstwą zwietrzeliny, ale ogromna powódź z 2006 roku dokonała tak wielkich przeobrażeń, że wiele ciekawych miejsc zostało odsłoniętych.              

          Góry Fogaraskie za sprawą swojej wysokości i otoczonej wręcz kultem grani są częstym tematem na forach turystycznych. Otrzymuję sporo e-maili od osób zainteresowanych wyjazdem w te góry z prośbą o pomoc. Nic w tym dziwnego, gdyż są to jedne z najpopularniejszych, jeżeli nie najpopularniejsze zagraniczne góry odwiedzane przez naszych rodaków. Jako, że wiele tematów omawianych na forach, jak i w mailach kierowanych bezpośrednio do mnie powtarza się, przedstawię w tym miejscu kilka swoich uwag n/t  tychże gór. Być może będą one dla kogoś przydatne. Informacje tu zawarte w równym stopniu dotyczyć mogą Fogaraszy, jak i innych pasm górskich w Rumunii. Pragnę jednak zaznaczyć, że przedstawiam tu wyłącznie mój subiektywny punkt widzenia zbieżny z moimi zainteresowaniami i zgodny z moją filozofią podróżniczą. Rozumiem, że część  osób może mieć w wielu kwestiach odmienne zdanie. Nic na to jednak nie poradzę.

          Wbrew temu co się powszechnie sądzi Fogarasze nie są górami trudnymi technicznie. Z nielicznymi wyjątkami są łatwe, niekiedy banalne, a czasami wręcz monotonne. Jasna sprawa, że nawet dla najambitniejszego turysty pozbawionego doświadczenia góry te pozostaną twierdzą nie do zdobycia. W Internecie i niektórych przewodnikach natknąć się można na wiele mitów tudzież bzdurnych, nierzetelnych informacji dotyczących Fogaraszy. Bardzo często ich autorami są osoby, które były w tych górach tylko raz,  ograniczając się do niewielkiego fragmentu grani między Negoiu a Moldoveanu i tak naprawdę same nie mają na ich temat większego pojęcia. Uznawany za najtrudniejszy, odcinek między Negoiu (a właściwie jeziorem Caltun), a Serbotą jest znacznie łatwiejszy, niż się powszechnie sądzi. Najlepszym chyba tatrzańskim odpowiednikiem będzie fragment grani rohackiej między przełęczami Jamnicką a Banikowską w słowackich Tatrach Zachodnich. Nie ma tam w zasadzie żadnych trudności technicznych. Nie jest też prawdą, że przechodzenie tego odcinka z zachodu na wschód jest łatwiejsze. Przechodziłem ten odcinek z obu stron i nie zauważyłem żadnej różnicy. Problem sprowadza się jedynie do częstego, stromego wchodzenia i schodzenia na stosunkowo krótkim odcinku. Czyni to przejście dość wyczerpującym. Wędrując z małym, dwudniowym plecakiem nie mogłem uwierzyć, że może on stanowić dla kogoś jakikolwiek problem. Mniej więcej w połowie odległości między Negoiu Mic a Serbotą  jest stromo nachylony śliski głaz ograniczony od góry innym głazem, na który trzeba się jakoś wślizgnąć. W tym miejscu należy zachować nieco większą ostrożność. Poza krawędzią głazu jest już urwisko, co może trochę paraliżować niedoświadczonego turystę. Poza tym problemów nie ma. Oczywiście zakładam, że osoba, która wybiera się w te góry ma co najmniej średnie doświadczenie górskie i odpowiednią kondycję. Jasna sprawa, że dla kogoś, kto nigdy nie był nawet w Tatrach, góry Fogarskie mogą okazać się nie do przejścia. Mało kto wie, że po południowej (wołoskiej) stronie, kilkadziesiąt metrów od grani Negoiu-Serbota prowadzi łagodna ścieżka oznaczona żółtym paskiem. Nie jest ona zaznaczona na żadnej mapie, nie jest też opisana w jakimkolwiek przewodniku, nie wspomina się o niej też na forach. Dziwne, bo jest to świetna alternatywa łagodnego i bezstresowego przejścia opisywanego odcinka. Jeżeli zatem ktoś nie będzie się czuł na siłach, może skorzystać z tej ścieżki. Szlak zaczyna się około 15 metrów na południe od szczytu Serbota. W podobny sposób można obejść osławione zejście spod Strungi Dracului. W tym przypadku możemy wybierać między ścieżką po stronie wołoskiej, lub po transylwańskiej przez Strungę Ciobanului. W przypadku załamania pogody, opadów, oblodzenia lub braku widoczności w ogóle nie ma sensu się tam pakować. Lepiej obejść ten odcinek od północy odwiedzając przy okazji schronisko Barcaciu i/lub Negoiu. W niesprzyjających warunkach pogodowych nawet przejście przez przełęcz Strunga Ciobanului dostarczy niezapomnianych wrażeń.          

          Powszechnie utarło się, że jedynym słusznym sposobem poznawania gór Fogaraskich jest wędrówka granią, czyli grzbietem głównym będącym jednocześnie granicą między Transylwanią na północy i Wołoszczyzna na południu. Najwytrwalsi (i najlepiej zaopatrzeni) zaczynają ją w miejscowości Turnu Rosu na zachodzie, gdzie można łatwo dojechać pociągiem, a kończą na przełęczy Plaiul Foii na wschodzie. W praktyce jednak wiele osób schodzi z grani już w połowie długości zaraz po „zaliczeniu” najwyższego szczytu – Moldoveanu. Niektórzy kończą jeszcze szybciej. Przyczyną jest zazwyczaj wyczerpanie zapasów żywności. Nikt o zdrowych zmysłach nie będzie przecież powierzał swojego życia i zdrowia chińskim zupkom (po 50kcal każda), a noszenie treściwego jedzenia na czas trwania całej wędrówki  (5-10 dni) wiąże się z dźwiganiem ogromnego i bardzo ciężkiego plecaka, który znacznie spowalnia tempo i wydłuża czas przejścia całej trasy. Podczas moich wędrówek po Górach Fogaraskich niejednokrotnie spotykałem młodych ludzi, którzy zwracali uwagę na ten problem. Parę razy byłem wręcz pytany, czy nie odstąpiłbym jakiegoś jedzenia, zwłaszcza chleba, bez którego najtrudniej się obyć. Wiele osób zgodnie przyznawało, że ograniczony dostęp do produktów żywnościowych po drodze (a właściwie jego brak) daje się najbardziej we znaki i często był bezpośrednią przyczyną skrócenia lub przerwania wędrówki. Na pewnych odcinkach grani problemem może też być brak wody. Warto o tym pomyśleć wcześniej i napełniać butelki przy każdej nadarzającej się okazji. Z wodą jest jak z paliwem – najczęściej zabraknie jej w najbardziej niespodziewanym momencie. Na całym odcinku grani jest bodaj sześć miejsc, w których można uzupełnić wodę. Z doświadczenia wiem, że wystarczą 1-2 butelki na osobę, żeby przejść z jednego miejsca uzupełniania wody do drugiego. Wodę najczęściej uzupełnia sie w tych miejscach, gdzie szlak schodzi poniżej grani w pobliże jezior. Na samej grani wody oczywiście nie ma. W ostateczności wodę można też znaleźć poniżej przełęczy w miejscu, gdzie bierze swój początek strumień. Na głębszych przełęczach jest to kwestia zejścia 50-200 metrów w dół. Przed rozpoczęciem wędrówki warto również przewidzieć konsekwencje załamania pogody. Mokra odzież, mokre buty, wilgotny śpiwór i namiot, burza z piorunami a poza tym chmury całkowicie ograniczające widoczność…  po 2-3 dniach można oszaleć! W przeszłości przerabiałem to wielokrotnie i dlatego teraz staram się przestrzec przed podobnymi sytuacjami innych. Lepiej zawczasu ustalić plan na wypadek załamania pogody (zejście z gór, przeczekanie złej pogody w namiocie, schronisku lub schronie,  dalsza wędrówka w deszczu), żeby potem nie okazało się, że w pewnym momencie zabrakło nam jedzenia, bo w oczekiwaniu na lepszą pogodę straciliśmy kilka dni, a od najbliższego sklepu dzielą nas dwa dni marszu!  Przed wędrówką warto również zaopatrzyć się w nasączone chusteczki higieniczne. Po drodze mijamy co prawda cztery jeziora górskie (Avrig, Caltun, Capra i Podu Giurgiului) i jedne oczka wodne (na przełęczy Zarnei), w  których można się umyć, ale na pozostałych odcinkach zadbanie o higienę może być bardzo kłopotliwe.  Alternatywą dla wędrówki granią są 2-3 dniowe wycieczki prowadzące od podnóży gór na ich grzbiet i z powrotem. Na grzbiet główny Gór Fogaraskich prowadzi wiele szlaków zarówno ze strony północnej (transylwańskiej), jak i południowej (wołoskiej). Część z nich prowadzi głębokimi dolinami, część zaś grzbietami. Niektóre ze szlaków dojściowych, zwłaszcza tych ze strony transylwańskiej są niezwykle interesujące. Wędrówka przez wszystkie piętra roślinne, łąki pasterskie i formy polodowcowe dostarcza wrażliwemu wędrowcy znacznie więcej doznań niż dogmatyczne trzymanie się grani i „zaliczanie” wszystkich najwyższych szczytów po drodze. Podczas wędrówki dosłownie z godziny na godzinę krajobraz ulega zmianie: gęste lasy bukowe przechodzą w lasy świerkowe, te z kolei mieszają się z kosówką i jałowcem, aż wreszcie ustępują miejsca łąkom pasterskim. W górnych odcinkach dolin wrażenie robią ogromne głazy polodowcowe wielkości domów porośnięte gęstym mchem a w najwyższych partiach pokryte płatami sniegu. Tam też rzeźba polodowcowa jest doskonale widoczna. Szlaki niejednokrotnie prowadzą przez kotły polodowcowe otoczone zewsząd stromymi ścianami skalnymi. Często spotykamy tam jeziorka i oczka polodowcowe. Wędrując w ten sposób zyskujemy bardzo wiele. Przede wszystkim znacznie lżejsze plecaki będące wynikiem mniejszej ilości jedzenia i ubrań. Z wodą też nie ma problemów, bo idąc doliną w zupełności wystarczy nam jedna butelka, którą uzupełniamy w potoku za każdym razem gdy się wyczerpie. W razie nagłego załamania pogody możemy w każdej chwili zawrócić ze szlaku. Jeżeli przemokniemy, będziemy zmęczeni lub podczas załamania pogody możemy zrobić sobie dzień przerwy spędzając czas przy ognisku, nad rzeką lub sącząc piwko w miejscowej restauracji . Większość swojego bagażu możemy pozostawić w położonych u podnóży schroniskach czy monastyrach. Z mojego doświadczenia wynika, że raczej nikt nam nie odmówi pomocy w takiej sytuacji. Monastyry możemy traktować na równi ze schroniskami. Oczywiście należy się taktownie zachować i zadbać o stosowny ubiór, jednak pobyty w takich miejscach pozostają na długo w pamięci. Za bazę mogą posłużyć również położone wyżej wioski lub pojedyncze gospodarstwa, gdzie przy odrobinie szczęścia można liczyć zarówno na nocleg jak i na wyżywienie. Jeżeli jeszcze do tego dysponujemy własnym samochodem to nasze możliwości są wręcz nieograniczone! Możemy dzielić czas na wędrówki po górach, a w podczas przerw zwiedzać samochodem okolicę – miasta, wioski, zabytki, ciekawe miejsca kulturalne i historyczne (np. Sybin, Braszów). Można też skoczyć do sklepu uzupełnić zakupy, czy zatankować samochód. Ja w swoim samochodzie często wożę stolik turystyczny i krzesła, namiot ogrodowy, pod którym można siedzieć nawet podczas deszczu, czy prysznic kampingowy, dzięki któremu można sie umyć wieszając go na gałęzi. Wzdłuż drogi szutrowej prowadzącej z zachodu na wschód u podnóży Gór Fogaraskich są dziesiątki znakomitych miejscówek, gdzie w ciszy i spokoju możemy spędzić wolny od wędrówki dzień, jak i pozostawić bezpiecznie samochód. Tam też zaczyna się wiele szlaków, którymi możemy zarówno wejść, jak i zejść z grani Gór Fogaraskich.          

          W odniesieniu do Gór Fogaraskich, ale i do całych Karpat Rumuńskich często na forach padają pytania o zagrożenie ze strony niedźwiedzi i psów pasterskich. Warto zatem i o tym wspomnieć. Różnica między niedźwiedziami a psami pasterskimi jest taka, że psy pasterskie stanowią zagrożenie realne, a niedźwiedzie potencjalne. Pasterze wypasają owce w określonych rewirach. Jest to zazwyczaj jedna lub dwie doliny górskie wraz z okolicznymi grzbietami. Psy pasterskie pilnujące owiec wypasanych w rewirach w pobliżu których przebiegają uczęszczane szlaki turystyczne są zdecydowanie mniej agresywne, niż psy z dzikich i oddalonych od popularnych szlaków rewirów. Z moich obserwacji wynika, że psy w Górach Fogaraskich należą do najłagodniejszych w całych Karpatach. O ile w innych, mniej znanych i rzadziej uczęszczanych przez turystów pasmach górskich przejście w pobliżu stada owiec zawsze łączyło się z koniecznością odpalania petard, o tyle w Fogaraskich niejednokrotnie przechodziłem przez środek stada nieniepokojony przez żadnego z psów. To bardzo rzadkie zjawisko biorąc pod uwagę ciętość pasterskich psów. W większości przypadków psy pasterskie nie są jednak tak przyjazne i często atakują turystów przechodzących nieraz w odległości kilkuset metrów od stada! Trudno przewidzieć jakie jest prawdopodobieństwo skutecznego ataku? Tak czy inaczej jak już do niego dojdzie to konsekwencje mogą być tragiczne. Sam jestem hodowcą psów i doskonale wiem jak niebezpieczny może być jeden wyszkolony owczarek, a co dopiero kilka czy kilkanaście niemożliwych do opanowania, zajadłych psów! Na szczęście psy pasterskie spotykane w górach są najczęściej bardzo płochliwe. W wielu przypadkach wystarczy kilka kamieni rzuconych w stronę psów zmierzających w naszą stronę. Często też pasterze widzący przechodzących turystów przywołują psy do siebie. Nie zawsze jednak psy ich słuchają i wtedy robi się nerwowo. Jeżeli na dodatek w pobliżu nie znajdziemy żadnego kamienia, a pasterze nas nie widzą, to jedynym skutecznym sposobem są petardy hukowe. Wiem z doświadczenia,  że najlepszym sposobem są petardy odpalane przez pociągnięcie sznureczka (jak w granacie), lub przez przełamanie. Ostateczne mogą też być petardy odpalane poprzez potarcie o draskę pudełka od zapałek. Te jednak są mniej skuteczne, zwłaszcza na wietrze, czy podczas deszczu mogą po prostu nie odpalić na czas. Należy również pamiętać, że petardy to tzw. ostatnia deska ratunku i jeżeli nie musimy, to z nich nie korzystajmy, bo w ten sposób płoszymy owce i inne górskie zwierzęta. Statystycznie rzecz ujmując podczas moich wędrówek po rumuńskich górach miałem około 80 spotkań z pasami pasterskimi. W blisko 20 przypadkach sytuacja była na tyle poważna że byłem zmuszony do użycia petard. Oczywiście odpalenie petardy rozwiązywało problem momentalnie – psy uciekały w popłochu!  W dwóch przypadkach znalazłem się jednak w sytuacji, w której cudem uniknąłem pogryzienia! Psy zaatakowały mnie tak niespodziewanie i z takim impetem, że nawet nie zdążyłem wyjąć petard z kieszeni! W okolicy nie było widać żadnego pasterza, nie było tez żadnych kamieni, których mógłbym użyć! Wtedy naprawdę sytuacja była krytyczna!  Z niedźwiedziami sprawa wygląda inaczej. W przeciwieństwie do psów nigdy nie atakują człowieka pierwsze. Sprawiają wrażenie niebezpiecznych, choć w rzeczywistości są łagodne i najczęściej schodzą ludziom z drogi. Kiedy jednak nieświadomy turysta rozbije namiot w górnoreglowym lesie może sprowokować wizytę niedźwiedzia. Wtedy w jednym momencie przenosi się w sam środek akcji filmu grozy, przy którym  „Blair Witch Project” to wieczorynka dla dzieci! Kilka lat temu przeżyłem taka przygodę w górach Bucegi w dolinie Ialomitei i nigdy tego nie zapomnę! Aby uniknąć podobnych zdarzeń należy pamiętać, aby nigdy nie zabierać jedzenia na noc do namiotu! Najlepszym rozwiązaniem jest wyjęcie prowiantu z plecaków i powieszenie go na gałęzi, lub w przypadku jej braku – na kamieniu na wprost namiotu. Jeżeli niedźwiedź wyczuje zapach jedzenia i przyjdzie w nocy, zabierze tylko jedzenie pozostawiając nas  i nasze plecaki w spokoju. Możemy próbować odstraszyć niedźwiedzia krzykami lub błyskami latarki. Dużo skuteczniejszym i bezpieczniejszym sposobem jest palenie ogniska przez całą noc. Wieczorem przygotowujemy odpowiednią ilość drewna, żeby nie szukać go w ciemnościach po lesie, a w nocy co 1-1,5 godziny dokładamy do ogniska aby utrzymać płomień do rana. Dla pełnego bezpieczeństwa możemy palić ogniska po obu stronach namiotu. Ja stosuje takie rozwiązanie tylko w sytuacji, gdy jestem pewien obecności niedźwiedzia w najbliższej okolicy (widziałem go lub słyszałem). Takie sytuacje zdarzają się jednak rzadko. Niedźwiedzie mogą żerować nawet do wczesnych godzin rannych. Generalnie zdecydowanie odradzam rozbijanie namiotu w lesie, zwłaszcza w górnoreglowym (iglastym). Biwakowanie powyżej górnej granicy lasu, na łąkach pasterskich (pow. 2000m npm) jest już zdecydowanie bezpieczniejsze. Innym potencjalnym zagrożeniem jest kontakt z samicą z młodymi. W zasadzie bardziej powinniśmy obawiać się widoku młodych niedźwiadków niż samotnego dorosłego  niedźwiedzia. Młode często wędrują ze swoją matką, która w obronie małych może nas zaatakować. Lepiej nie zbliżać się do małych niedźwiedzi bo nigdy nie wiadomo gdzie aktualnie znajduje się ich matka. Jeżeli właśnie znajdziemy się na linii matka-młode niedźwiedzica z całą pewnościa nas zaatakuje! W takiej sytuacji należy się natychmiast wycofać! Nie wolno wpadać w panikę i uciekać, bo to tylko może pogorszyć sytuację. Poza wymienionymi przypadkami niedźwiedzie nie stanowią zagrożenia dla turystów. Często spotykałem niedźwiedzie na szlaku, które uciekały zanim zdążyłem je dostrzec. Liczbę niedźwiedzi w Górach Fogaraskich szacuje się na około 70 sztuk. To tyle, co na 20 razy mniejszej Wielkiej Fatrze na Słowacji. Na przestrzeni ostatnich lat niedźwiedzie w Rumunii zostały mocno przetrzebione. Wybito blisko 70% stanu ich populacji sprzed 10 lat! O ile w połowie lat 90-tych populację niedźwiedzi w rumuńskich lasach szacowano na 6-6,5 tysiąca sztuk, teraz pozostało niecałe 2 tysiące! Do niedźwiedzi strzela się dla mięsa, które potem sprzedaje się w supermarketach na terenie całej Rumunii: www.pracownia.org.pl/dz/index.php?d=archiwalne&e=artykuly&id=571&nr=120&rok=2008  widać to bardzo wyraźnie na przykładzie lasów fogarskich, gdzie niedźwiedź jest spotykany coraz rzadziej.    


Zdjęć w galerii: 240




Pokaz slajdów